Wielki szacunek dla dramaturżki Christine Haas i całego zespołu za przełożenie języka literatury na język sceny teatralnej.
Losy Emmy Bovary są powszechnie znane – oto kobieta, której nie wystarczyło spokojne małżeństwo i kochający mąż. Zapragnęła intensywniejszych emocji, przeżyć, uwikłała się w romanse i długi, co doprowadziło do pogłębienia jej choroby nerwowej, bankructwa finansowego i ostatecznej zguby „upadłej” kobiety. Twórczynie spektaklu poddają tę opowieść reinterpretacji. Bawią się konwencjami, strojami, pod falbanami XIX-wiecznych sukien ukazując dresy (…), przerysowują grę aktorską, podkreślając umowność charakteryzacji. Kupcowi Lheureux (świetna, dawno nie widziana w Łodzi Katarzyna Tadeusz), występującemu w czerwonym dresie, stale odpadają doczepiane wąsy, a peruka z bujną czupryną nawet nie próbuje udawać prawdziwych włosów. Jednak temat, który ta postać ze sobą wnosi, nie jest zabawny: Lheureux jest jednym z mężczyzn, którzy przyczyniają się do pogrążenia Emmy, najpierw zachęcając do zakupów, a potem egzekwując dług. Bezwzględnie wobec Emmy zachowują się też jej kochankowie, a sceny z ich udziałem dobitnie ukazują, że kobiety w każdej epoce wciąż „łapią się” na te same chwyty: obietnice i pochlebstwa, po których zostają z niczym.
W tych punktach spektaklu tworzy się pomost między życiem kobiet w wieku XIX i XXI. (…) Przejmujące są osobiste wypowiedzi aktorek, wygłoszone na żywo do kamery, odnoszące się do tych obszarów, w których artystki w realnym życiu nie czują się komfortowo. Za każdym razem zbliżenie twarzy mówiącej w formie projekcji tworzy drugi plan spektaklu. Kubanka, energetyczna i dynamiczna Judania Gómez Heredia, wspomina o sile kobiet ze swego kraju, wymuszonej m.in. brakiem przepisów chroniących je przed przemocą domową i seksualną. Polka, Katarzyna Tadeusz, przywołuje zakaz aborcji i pierwsze ofiary śmiertelne tej sytuacji, które mają konkretne imiona: Agnieszka i Iza. Niemka Philine Bührer równie przekonująco opowiada o progu w życiu każdej kobiety, związanym z macierzyństwem – doświadczamy traumy i braku akceptacji, niezależnie od tego, jakiego wyboru dokonamy: traumy ciężkiego porodu, traumy braku możliwości posiadania dzieci, których pragniemy, traumy niechęci partnera do posiadania dzieci, a zarazem ostracyzmu ze strony otoczenia, gdy się na posiadanie potomstwa nie decydujemy. Johanna Steinhauser w swym monologu odnosi się do własnej cielesności, do lęku przed jej silnym oddziaływaniem na mężczyzn, ale też przed przemijaniem, utratą zawodowych szans, na co szczególnie narażone są kobiety, które wybrały zawód aktorki. Artystki pojawiające się w spektaklu potrafią zagrać wszystko: same siebie, Emmę, mężczyzn, konie, oddalającą się karetę, dosłowną i całkowicie umowną rozpacz. Celnie oddają okrucieństwo społecznych konwencji i udowadniają, że sięganie po klasykę ma sens, jeśli wiemy, co chcemy z nią zrobić.