Widz staje się częścią teatralnej przestrzeni

Cztery bohaterki ,,Vulvy” w reżyserii Joanny Lewickiej są diametralnie różne. Marta (Katarzyna Tadeusz) to samotna matka, pragmatyczka, która w pogrzebie widzi przede wszystkim fakturę. Maria (Iga Załęczna), czyli niespełniona pisarka, która mieszka kątem u matki, nieudane próby poetyckie topi w kieliszku. Jest i Aktorka (Angelika Kujawiak) – zupełne przeciwieństwo racjonalności – której nie przyjęli do szkoły teatralnej, bo była za chuda. I oczywiście żona, Asenefa, ta przy kuchennym stole rozpamiętuje swoje nieszczęśliwe życie. Z pozoru nic ich nie łączy. Poza jednym mężczyzną. Gdyby nie on, nigdy by się ze sobą nie spotkały.

[…] Joanna Lewicka przyzwyczaiła nas do niekonwencjonalnych rozwiązań przestrzennych. Tym razem cztery pomieszczenia – kuchnię, łazienkę, salon i sypialnię – rozmieściła w przeróżnych zakątkach Galerii Labirynt. Dzięki temu widz staje się częścią teatralnej przestrzeni. Może siedzieć tyłem, przodem do aktorów, zmieniać miejsca, a pomieszczenia, których nie widzi, obserwuje na ekranie. Tak zorganizowana przestrzeń świetnie oddaje też relacje między bohaterkami ,,Vulvy”. Każda zajmuje swoją część, nie wchodzi innej w drogę, a z drugiej strony czuje obecność pozostałych kobiet i wie, że nie jest tą jedyną w życiu Bełzy. Bo to on oprowadza po kolejnych przestrzeniach spektaklu-instalacji. Świetny w tej roli Jarosław Tomica niby mimochodem, prawie niewidzialnie steruje wydarzeniami w przedstawieniu. Bez niego historia byłaby niepełna. Jest kochankiem, duchem i przewodnikiem w jednym. […]

W scenie pogrzebu kumulują się wszystkie skrajne emocje. Śmiech pijanych kobiet, które nad zwłokami śpiewają ,,Niech żyje bal” i tańczą, szybko przechodzi w szloch. Scena w tym momencie należy jednak do Ilony Zgiet. Aktorka w przejmujący sposób pokazuje, że można kochać i nienawidzić jednocześnie. Z pewnością jest to najmocniejszy i najbardziej zapadający w pamięć fragment spektaklu. Nie sposób się tu nie wzruszyć.

Spektakl Lewickiej stawia odważne pytanie o istotę kobiecości. I tu wychodzi na jaw bolesna prawda – bohaterki czują się kobietami tylko w spojrzeniu mężczyzny. Samej tęsknoty i marzeń jest tu niewiele. Więcej natomiast można dowiedzieć się o relacjach damsko-damskich. Jako konkurentki do serca jednego mężczyzny nie lubią się, ale kiedy trzeba, potrafią współpracować.

[…] “Vulva” nie prezentuje całej prawdy o kobietach, bo tego nie dałoby się zawrzeć nawet w kilkugodzinnym przedstawieniu. Jest raczej opowieścią o ich reakcji na miłość. A raczej na jej brak. Pokazuje współczesne kobiety, ale nie te typowe, samodzielne, samotne z wyboru, które zmieniają bieg historii świata. Bohaterki ,,Vulvy” są zwyczajne, ale w tej zwykłości mają coś nieprzeciętnego i dzięki temu spektakl jest oryginalny. Zarówno pod względem formy jak i treści.

Aleksandra Pucułek
Gazeta Wyborcza