Joanna Lewicka to reżyserka, która konsekwentnie podejmuje tematy feministyczne, obce jest jej jednak ideologiczne zacietrzewienie
[…] There is a need for national heroines who could contribute to promoting feminist values. […] Joanna Lewicka is a director who consistently tackles feminist themes but without ideological doggedness. The monodrama about Zofia Stryjeńska is another proof of that. […] Talking about Stryjeńska, Lewicka takes up a number of current topics regarding feminism and gender issues. She tells the story of a woman who wants to dance through quotidianity like her idol Alexander Sakharov used to dance on stage. Live and create, away from politics and ideology, close to her cherished lovers whose silhouettes perfectly match cheap romances, but in real life they become a burden as colorful as banal and difficult to bear. […] However, romantic adventures and disappointments are not the most tragic part of the story which really focuses on Stryjeńska fighting for her freedom with an astonishing zeal. […]
[…] Reading Stryjeńska’s diaries, it is easy to imagine an eccentric, extroverted and hyperactive crazy woman, but Landowska builds her character with restraint. We face a woman recalling her worst misfortunes in a brilliant way, without ever trivializing or ridiculing anything. Which does not mean that the dominating tone is serious. Landowska does excellent work at bringing humor out of passionate verses. Perhaps at the root of Stryjeńska’s phenomenal style is the need for aestheticization. [As the performance does not showcase her paintings], we discover her artistry only through the language. […]
[…] Stryjeńska constantly longs for opposites. For full creative and moral freedom, and at the same time for a family home, which she is unable to build, wandering around Europe’s hotels in search of income and shelter from creditors. Soulless economy is in her biography like huge concrete walls in the basement of the Center for the Meeting of Cultures [where the monologue premiered.] The austere interior devours a small stage with a cramped and cluttered room. Maybe the mere bringing this tiny room back to life in this ruthless reality is a victory?
***
[…] Istnieje zapotrzebowanie na narodowe bohaterki, które mogą przysłużyć się walce o wartości feministyczne. Jej front przebiega również (a może zwłaszcza) przez teatr. […] Joanna Lewicka to reżyserka, która konsekwentnie podejmuje tematy feministyczne, obce jest jej jednak ideologiczne zacietrzewienie. Monodram o Zofii Stryjeńskiej kolejnym tego dowodem. […] Opowiadając o Stryjeńskiej, Lewicka podejmuje szereg aktualnych tematów z feminizmem i gender na czele. Przedstawia opowieść o kobiecie, która chce oddychać pełną piersią. Tańczyć w codzienności jak uwielbiany przez nią Aleksander Sacharow na scenie. Żyć i tworzyć. W oderwaniu od polityki i ideologii. W bliskości obiektów swych gorących uczuć, których sylwetki znakomicie pasują do tanich romansów, ale w prawdziwym życiu stają się ciężarem tyleż barwnym, co banalnym i trudnym do zniesienia. […] Perypetie damsko-męskie nie są jednak najtragiczniejsze. Stryjeńska walczy o swobodę z rozmachem, który zadziwia. […]
[…] Czytając Stryjeńską, łatwo wyobrazić sobie ekscentryczną, ekstrawertyczną i nadpobudliwą wariatkę, tymczasem Landowska buduje postać wstrzemięźliwie. Stajemy oko w oko z kobietą, która największe nawet nieszczęścia opowiada lekko i ze swadą, niczego przy tym nie banalizując ani nie ośmieszając. Co nie znaczy, że dominuje ton serio. Landowska znakomicie wydobywa humor z gorących od temperamentu wersów. Być może u źródła zjawiskowego stylu Stryjeńskiej tkwi potrzeba estetyzacji. Jej artyzm poznajemy w spektaklu wyłącznie za pośrednictwem języka. […]
[…] Stryjeńska nieustannie tęskni do przeciwieństw. Do pełnej wolności twórczej oraz obyczajowej, a jednocześnie do rodzinnego domu, którego nie jest w stanie zbudować, tułając się po hotelach Europy w poszukiwaniu zarobku i schronienia przed wierzycielami. Bezduszna ekonomia jest w jej biografii jak potężne betonowe ściany w podziemiach Centrum Spotkania Kultur. Gmach ten nie bez przyczyny zagrał siedzibę Służby Bezpieczeństwa w dystopijnym serialu 1983. Surowe wnętrze zjada niewielką scenę, na której powołano ciasny i zagracony pokój. Rodzi się pytanie, czy sam fakt jego zaistnienia w tej bezlitosnej rzeczywistości nie jest zwycięstwem?